Jako dzieciak, chyba gdzieś tak pod koniec lat 80-tych czytałem pewne opowiadanie.
Była to dość krótka ale mroczna (jak dla dzieciaka) opowieść o "przemianie rodziców". Wszystko pisane było albo z perspektywy dzieciaka, albo narratora który wiedział o czym dzieciak myśli.
Chyba wszystko działo się w jego pokoju w domu rodzinnym, a całość kończy się opisem sytuacji którą dzieciak znał nie po raz pierwszy i wiedział że kolejny raz będzie się musieć gdzieś schować, gdyż jego staruszkowie przechodzą jakiegoś rodzaju przemianę, metamorfozę, nie będą sobą.
Zdaje się że zza drzwi nawet w którymś momencie ostrzegają malucha że "powinien się schować, tam gdzie zwykle, mamusia i tatuś nie będą znów dziś sobą", coś takiego...
Samo zakończenie urywa się na tym, tego co naprawdę będzie się działo już się nie dowiadujemy.
Jako dzieciak nie rozumiałem o co chodzi ale bałem się tego opowiadania... i jednocześnie uwielbiałem go czytać raz na jakiś czas.
Dziś mi się to wszystko wydaje jako metafora najzwyklejszej kłótni domowej której ten dzieciak się obawiał i chciał jej nie słyszeć.
W czym to czytałem? Nie mam pojęcia. Może w
Małej Fantastyce? tylko żadne
tytuły ani wygląd okładek nie wydają mi się znajome a to bym chyba skojarzył.
Nie, "
Mój tata z dalekiej planety" to to nie był.